Przejdź do treści

Rowerowa Strona Spartan

Krym 2002

Petersburg 2001

Lwów 2000

Rzym 1999

Suwałki 1998

Bałtyk 1997

Zakopane 1996

Sposób na wakacje (2/2)

Michał Maluga



Noclegi. Zazwyczaj korzystamy z gościnności Domów Salezjańskich, które rozsiane są nawet dość gęsto po Polsce. Jednak bywa i tak, że musimy szukać schronienia na noc improwizując: czasem się udaje i śpimy np. na sianie u gospodarza, czasem nie - wtedy korzystamy np. z dworca kolejowego. Zawsze jest to pewna przygoda. Same warunki spania są najczęściej spartańskie: podłoga w salce (salkach - wtedy dziewczęta śpią odzielnie), na to karimata, śpiworek i gotowe. Pod głowę wystarczy bluza i można naprawdę się świetnie wyspać. Zdarza się, że trafimy na warunki luksusowe: np. materace, czy nawet łóżka. Zdarzyło nam się spać w niecodziennych miejscach np.: wykańczanym kościele w Giżycku, gdzie przemiły ksiądz stwierdził, że "Pan Bóg się nie obrazi". Sam spał w baraku, więc z radością przyjęliśmy jego propozycję. Zdarza się, że trafiamy do parafii posiadającej olbrzymią plebanię i mimo to problemem jest znalezienie małej salki katechetycznej dla nas. Często korzystamy z gościnności i dobroci obcych ludzi.

Warunki sanitarne. Różnie z tym bywa. Najlepiej jest w Domach Salezjańskich, gdzie zazwyczaj są prysznice. Jednak czasem trafiamy do miejsc wyposażonych w tylko jedną umywalkę i cała grupa musi się nią jakoś podzielić. Chętnie korzystamy z naturalnych zbiorników wody, czyli jezior, stawów, czy też rzek.

Jedzonko. W tej kwestii też można wskazać elementy spartańskie. Trzonem naszej diety jest chleb oraz pasztet, konserwy i dżem. Do tego dochodzą słodkie bułki (często jagodzianki) popijane jogurtem (lub kefirem), mleko, herbata i owoce. Staramy się wyszukiwać bary mleczne, gdzie można zjeść tani obiadek i korzystamy z każdej nadarzającej się tego typu okazji. We własnym zakresie wspomagamy się czekoladą, lodami i piwem. Te trzy produkty oprócz niewątpliwych walorów smakowych posiadają niebagatelną dawkę kalorii.

Przeciętny dzień. Wstajemy dość wcześnie - wszystko zależy od odcinka, który mamy pokonać danego dnia na rowerach. Myjemy się, jemy śniadanie, uczestniczymy w krótkiej mszy porannej i ok. 10-11 każdy wsiada na swój rower i ruszamy w trasę. Po drodze zatrzymujemy się na postoje, co 20-40 km. Po południu zaczynamy szukać jakiegoś baru mlecznego. Jeśli znajdziemy, to zostawiamy rowery pod opieką kogoś z nas i jemy obiad. Jeśli nie, to szukamy sklepu i kupujemy coś do jedzenia (vide: jedzonko). Po obiedzie często jest sjesta, po czym znów wsiadamy na rowery i ruszamy dalej. Po dotarciu do celu rozpakowujemy się, jemy kolację i wieczór mamy dla siebie. Co prawda ksiądz goni nas do spania, ale i tak większość nie kładzie się przed północą. Zwiedzamy okolicę, gramy w karty, rozmawiamy, śmiejemy się, itp.

Wraz z upływem czasu koniec rajdu na rowerach zbliża się coraz szybciej. Ani się obejrzymy, gdy stoimy przy kościele i żegnamy ze sobą. Pozostaje nam czekać do przyszłego roku lub liczyć na jakiś drobniejszy wypad na rowerach.