Przejdź do treści

Rowerowa Strona Spartan

Krym 2002

Petersburg 2001

Lwów 2000

Rzym 1999

Suwałki 1998

Bałtyk 1997

Zakopane 1996

Raport z rajdu do Suwałk (4/9)

Michał Maluga



18 lipca, sobota, Czerwińsk Nowicjusz, który dzień wcześniej służył nam za kelnera, rano miał nie mniej pracy. Do tego ofiarował się, że oprowadzi nas po budynkach nowicjatu. Mieliśmy niewiele czasu, więc tylko rzuciliśmy okiem na wszystko. Wypoczęci ruszyliśmy w dalszą drogę. Wiodła ona przez Skwary, Płońsk do Ciechanowa. Mieliśmy zamiar prosić o nocleg w parafii z dość ładnym, dużym i nowym kościołem na obrzeżach miasta. Napis nad drzwiami od plebani był zachęcający: "Gość w dom, Bóg w dom." W jednym z okien paliło się światło. Minęło dobrych parę minut zanim jakiś ksiądz łaskawie otworzył nam drzwi. Początkowo trochę kręcił nosem, że "duża grupa, a on nie ma wolnych pokoi." Wreszcie zgodził się nas przyjąć. Chłopcy mieli spać w jednej z salek katechetycznych w kościele, dziewczyny - w podobnej tyle, że na plebani. Tego dnia trasa wyniosła 72,7 km. Wieczorem doszło jeszcze do zabawnego zdarzenia. Wraz z dwoma chłopakami wleźliśmy po schodach na piętro, by sprawdzić, co się tam znajduje. Okazało się, że nic. Salki nie zostały jeszcze wykończone (kościół był w ostatniej fazie budowy). Moi towarzysze postanowili zapalić, więc ja - niepalący - udałem się na dół. Tymczasem część chłopaków postanowiła uraczyć się, kupionym po kryjomu, piwem. Jako miejsce konsumpcji wybrali schody prowadzące do niewykończonych pomieszczeń. Właśnie szedłem do toalety, gdy usłyszałem chichot, tupot nóg. Ze schodów pędem zbiegła ekipa piwoszów i w panice zabarykadowała się w małym kibelku. Zaintrygowany zapytałem ich przez drzwi od wychodka, co się właściwie stało. Wyjaśnili, że zaniepokoiły ich szmery na piętrze. Początkowo zlekceważyli je myśląc, że to wiatr. Gdy usłyszeli wyraźny odgłos kroków, wpadli w panikę, że ktoś ich nakryje i szybko zwiali na dół. Chwilę po ich ukryciu się, ze schodów zeszło dwóch zaciekawionych hałasami i śmiechami "palaczy", z którymi zwiedzałem piętro.

19 lipca, niedziela, Ciechanów Rano spotkała nas niecodzienna pobudka - ksiądz, który nas ugościł odśpiewał na głos "Kiedy ranne wstają zorze...". Słyszeliście Jerzego Stuhra śpiewającego "Śpiewać każdy może..."? No to możecie sobie wyobrazić, że podobnym głosem zaśpiewał duchowny. Ubaw mieliśmy przedni. Po mszy i śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Tego dnia pokonaliśmy trasę 99,9 km jadąc przez Grudusk, Chorzele, Wielbark do Szczytna. Tu mieliśmy zapewniony nocleg w bibliotece parafialnej. Wieczorem poszliśmy na miasto: połaziliśmy po ruinach murów zamkowych, posiedzieliśmy na drewnianym pomoście przy małym, ładnym jeziorku, spróbowaliśmy lokalnego piwa. Już mieliśmy wracać, gdy Sabrina zorientowała się, że zginął jej licznik. Po namyśle doszła do wniosku, że wypadł jej z kieszeni, gdy wdrapywaliśmy się na mury zamkowe. Wróciliśmy do ruin, ale poszukiwania bez latarek nie przyniosły rezultatu. Po powrocie do biblioteki połowa osób zajęła się szykowaniem kolacji, a druga wyruszyła na poszukiwanie zguby. Działania oby uwieńczone zostały sukcesem.